|
|
Kraków 101.6 MHz
Kraków
101.6 MHz
Tarnów
101,0 MHz
Nowy Sącz
90,0 MHz
Zakopane
100,0 MHz
Andrychów
98,8 MHz
Gorlice
97,4 MHz
Krynica-Zdrój
102,1 MHz
Rabka-Zdrój
87,6 MHz
Szczawnica
90,0 MHz
|
Kontakt 4080 (SMS)
DZIEJE SIĘ COŚ W TWOJEJ OKOLICY?
SKONTAKTUJ SIĘ!
12 200 33 33 (antena)
12 630 60 00 (recepcja)
4080 (SMS)
500 202 323 (SMS i MMS)
redakcja@radiokrakow.pl
|
A
A
A

Jacek Sokołowski: "Prezydent popełnił błąd na samym początku zapowiadając składanie własnych projektów"

- Prezydent Andrzej Duda nie wycofa i nie zawetuje projektów ustaw o Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym - tak przekonuje dr Jacek Sokołowski, prawnik i politolog z UJ. Do takich działań zachęca głowę państwa część środowisk prawniczych. Tymczasem w środę w Sejmie odbędzie się drugie czytanie projektów prezydenckich, które poprawkami zmieniło Prawo i Sprawiedliwość.

Posłuchaj rozmowy

fot: RK

Zapis rozmowy Jacka Bańki z dr. Jackiem Sokołowskim, prawnikiem i politologiem z UJ.

 

W jakim wymiarze ustawy o Sądzie Najwyższym i KRS reformują polskie sądownictwo?

- Zmieniają na pewno. W jakim kierunku i wymiarze? Nie wiadomo. Te regulacje, które zostaną dzisiaj przyjęte, wyznaczą kierunek zmian. One będą długo trwać i ucierać się w praktyce sędziowskiej i w praktyce procesu nominacyjnego sędziów. PiS zerwie z kastowym modelem sądownictwa, w którym sędziowie podlegali własnej kontroli. Proces nominacyjny też był kontrolowany przez elity sędziowskie. Czym ten model zostanie zastąpiony? To sprawa otwarta. Może być mechanizm znany nam ze spółek skarbu państwa. To też nie jest dobre. Wybieranie KRS przez Sejm – czyli spolityzowanie jej - nie musi być złym rozwiązaniem, pod warunkiem, że dobór składu i czas trwania kadencji zapewni temu ciału niezależność od władzy wykonawczej. Teraz się zastanawiamy nad KRS, ale straciliśmy sens po co ten KRS właściwie jest. W dotychczasowym modelu KRS dokonywał wyboru kandydatów na stanowiska sędziowskie. Potem prezydent z automatu ich zatwierdzał, bo nie miał właściwie możliwości odrzucania kandydata. KRS nie był jednak ciałem wszechwładnym. KRS dokonywał ostatecznego zatwierdzenia kandydatów, którzy zostali wyłonieniu w długim i skomplikowanym procesie nominacyjnym, który rozgrywał się w obrębie hermetycznej elity sędziów pałacowych, delegowanych do ministerstwa i wizytatorów. Ta grupa w wielowymiarowych grach ustalała kto trafi do KRS i KRS się zgadzał lub nie. Ten proces nie został rozmontowany. To było jedno ze źródeł problemu. Decyzja o tym, kto zostanie sędzią, rozgrywała się nie tylko za zamkniętymi drzwiami, ale w skomplikowanym labiryncie. Sami uczestnicy gry nie potrafili do końca wyjaśnić dlaczego ten kandydat przeszedł, a inny odpadł. To nie zostało naruszone. Zmieniona została nakładka, czyli KRS. PiS chce to upolitycznić w złym tego słowa znaczeniu.

 

Powiedział pan, że spolityzowanie całego procesu nie musi być złym rozwiązaniem. Z czego to wynika?

- Spolityzowanie w znaczeniu nie negatywnym, ale spolityzowanie procesu wyłaniania to zgodzenie się na zasadę, że gremium, które decyduje o nominacjach sędziowskich pochodzi z wyboru mającego legitymizację demokratyczną. To pomysł lepszy niż pozostawienie tego gremium w rękach hermetycznego środowiska zawodowego. W dyskusji internetowej ktoś użył argumentu, że pasażerowie nie powinni wybierać pilota. Jednak nie wybieramy pilota, ale nadzorcę pilotów. W przypadku nadzorcy może jest lepiej, żeby był wybierany przez pasażerów, niż przez członków związku zawodowego pilotów. O to chodzi. Nie chcemy jednak, żeby nadzorca sędziów był wskazywany przez władzę polityczną, która chce spolegliwego nadzorcy. Nadzorca powinien być wyłaniany w procesie politycznym, ale możliwie w sposób taki, żeby to nie było upartyjnione i powinien mieć pewien stopień niezależności w stosunku do osób, które go wybrały.

 

Sąd Najwyższy i skarga nadzwyczajna?

- Skarga przybrała dziwna postać. Byłem zwolennikiem wprowadzenia dodatkowego postępowania. Centrum Analiz Klubu Jagiellońskiego postulowało rozwiązanie konfliktu wokół Sądu Najwyższego w ten sposób, żeby stworzyć formułę skargi nadzwyczajnej, żeby w toku toczącego się postępowania możliwe było wiążące dokonanie wykładni przepisów, które mają w nim znaleźć zastosowanie. Prezydencki projekt szedł w tym kierunku, ale on przybrał niepokojący kształt. Chodzi o możliwość wzruszenia postępowań, które zostały zakończone prawomocnym wyrokiem. Widzę w tym ogromne ryzyka. Wzruszanie wyroków sprzed 20 lat zabija pewność wobec prawa, będzie budziło problemy na arenie międzynarodowej. Jesteśmy częścią struktur, podlegamy orzecznictwu europejskich trybunałów, które nie zaakceptują wyroków zmieniających wcześniejsze wyroki. To podważa zasady. Czemu by to miało służyć? Wiele postępowań w III RP w pewnych kategoriach prowadziło do niesprawiedliwości, ale nie było takiej sytuacji, żeby odwracać wyroki sądów z minionego ćwierćwiecza. Taki środek można zastosować przy procesach norymberskich, kiedy chcemy podważyć porządek prawny totalitarnego państwa, który był zbrodniczy. Przy wszelkich wadach prawa III RP, takiej sytuacji nie było. Otwieranie drogi do podważania wyroków, które już zapadły, może prowadzić do chaosu.

 

Usprawnią te zmiany sam proces orzecznictwa?

- Nie. One nie mają nic wspólnego z samą technologią działania sądów. One dotyczą wymiaru, w którym się styka władza sądownicza z polityczną. Ten wymiar powinien być uporządkowany. Nie jestem zwolennikiem poprzedniego modelu. On był zły. Natomiast w tej chwili to może iść w kierunku, który nie okaże się lepszy.

 

To pytanie do politologa. Jak bardzo obecne propozycje są zbliżone do wstępnych propozycji prezydenta Andrzeja Dudy. Rozważania o tym, czy prezydent wycofa swój projekt mają sens?

- Nie. Prezydent nie może moim zdaniem wycofać projektu lub go zawetować. Prezydent popełnił błąd na samym początku, zapowiadając składanie własnych projektów. Wskazał na to Ludwik Dorn. Prezydent powinien był określić warunki brzegowe, które projekty powinny spełniać. Jak będzie to i to, ja nie zawetuje. Powinien zostawić większość sejmową. Wtedy miałby pole do weta. Mógłby powiedzieć, że ja powiedziałem co ma być. Nie ma to wetuje. Składając własne projekty pozbawił się tej możliwości. Cały proces nakładania poprawek jest dla ludzi nieczytelny. Nikt nie wie co się zmieniło. Jedna strona mówi, że warunki prezydenta są dotrzymane i narrację tę rozwija. Prezydent nie może się przebić. On będzie musiał robić dobrą minę do kiepskiej gry. Te projekty są przycięte, ale pewne warunki uwzględniono. To kompromis z przewagą partii rządzącej. Prezydent ma jeszcze jedno narzędzie. To konstytucyjne uprawnienie do powoływania kandydata wskazanego przez KRS. Sadzę, że po tym jak większość rządowa pokazała, że rozumie konstytucję elastycznie, prezydent będzie mógł uzasadnić bez kłopotu taką argumentacje, że „powołuje” oznacza, że wybiera spośród przedstawionych kandydatów. On może wywołać potężny kryzys jak zażąda przedstawiania kilku kandydatów na jeden etat sędziowski.

20%
80%
WASZE KOMENTARZE

Liczba komentarzy: 1

krk

Środa, 6 grudnia 2017, 18:50

Super zmiany, tyle że bliżej nam po nich do Wschodu niż Zachodu. Panu "ekspertowi" życzę, żeby sądził go kiedys "spolityzowany" sędzia, najlepiej z innej opcji politycznej. I polecam poznać znaczenie pojecia kasty bo wypadałoby sie nim posługiwać poprawnie a nie gadać pisowską propagandową nowomową.

Odpowiedz